TU MNIE MASZ:  DevArt | Digart | Last.fm
CZYTAM: 3K miziantropia DoBF panopticum JZ MD AK A-ZET DOT W8
OGLĄDAM: omnomnom **
ZAGLĄDAM: 4 b h s s i f g p c c tgwtg x g o b m e


Nota:: Link
Data:: 24.12.11 :: 00:31
Musica :: "Reject Existence" Forgotten Tomb - jedno z tegorocznych, nowych ulubionych w muzycznej bibliotece

Nowy wiek, dwudziesty czwarty napoczęty, nowy layout na bloga. Oszczędny, czysty, bezzapachowy. Czasem dźwięki odczuwam kolorami, kolory zapachami. Poprzedni, ciemnoczerwony, pachniał dżemem wiśniowym i gimnazjalnymi wakacjami. Zapachy z przeszłości nie są łatwiejsze do wyparcia niż obrazy. Zapach Świąt. Katalizatorem najwyraźniej jest śnieg, bo w tym roku mi jakoś nieświątecznie. Nie, że źle, po prostu nieświątecznie, bo i po co, bo to nie to samo, co za dzieciaka, a za dzieciaka wszystko było łatwe jak wiara w świętego Mikołaja. Za niecałą dobę będzie po prostu fajnie, kiedy już doczekam się wyjścia do opustoszałego centrum B. z moim katalizatorem endorfin.
Zapachy, ach zapachy. Jeden jak dobre perfumy, ale nie na tej skórze, tudzież ziołowy, ostrej papryki, bezzapachowy, Luckiesowo - Redbullowy, innej, zapach chodźsiępomiziać też istnieje (ta mieszanka wyjściowych perfum i dymu papierosowego na atrakcyjnym osobniku rozpuszczalna w alkoholu), no i jeszcze bliżej niezidentyfikowany mieszaniec. Dzieciak. Dym z ogniska. Zapach niechęci. A teraz? Teraz jest spektakularnie zachwycająca, zniewalająca aromaterapia i kojenie zmysłów. Zapach spełnionego marzenia, hihihi ;-)


Skomentuj tutej (0)


Nota:: Link
Data:: 19.12.11 :: 22:46
Musica :: -

Cholernie i żałośnie satysfakcjonująco, kiedy ten blog jest czyimś guilty pleasure.
Z wzajemnością, a może bez.

Skomentuj tutej (0)


Nota:: Link
Data:: 28.11.11 :: 00:21
Musica :: Julia Marcell "Echo"
Filmica :: "Drei" Toma 'tego od biegnącej Loli' Tykwera. Bez szału, dość przewidywalny, ale nie nudził i dobrze podszedł do tematu, 6/10.

Egzystujemy w internetowej rzeczywistości scrolla i klika.






































scrolluj dalej












































Już.
Nawet nie trzeba pisać, kiedy coś nam się podoba, wystarczy, że klikniemy, lajka, plusjeden. Popadam w ten stan, przyglądając się długości moich ostatnich notek. Odpadam z tego stanu, kiedy tylko zabieram się do przetwarzania liter do pracy i nauki. Sukces goni sucksess, coś za coś.
Tylko scrollujemy i klikamy, wciąż więcej, bo jakimś cudem więcej jest też liter. Może kiedyś doczekam się autozdiagnozowania limitu przyswojenia i ucieknę w puszczę. Czemu nie, bo tak, bo można, ale jeszcze nie trzeba i oby nie trzeba, bo po co, nie po to wypruwam sobie flaki w cywilizacji i wiążę z nich kokardy na liniach przesyłowych, bo tak mi fajnie i dobrze, naprawdę. Ale czemu by nie, może, zależy, whatever, nie czas i sens.
Słów składanie, niedoczekanie.
Racz mi dać, Panie wieczne naćpanie.

Skomentuj tutej (1)